Symfonia filharmoniczna
To jedna z tych inwestycji, która w ciągu ponad 80 lat polskiego Szczecina wzbudziła sporo kontrowersji. Dziś, kiedy emocje już opadły można spojrzeć chłodnym okiem na nowy gmach Filharmonii Szczecińskiej im. Mieczysława Karłowicza. Dla niektórych to był i będzie nadal barak z falistej blachy. Ale większość chyba jednak już się do tej budowli przekonała i przyzwyczaiła, uznała ją za „swoją”, za kolejną wizytówką miasta, która budzi zachwyt turystów i architektów oraz dumę u szczecinian kiedy wyróżniana jest kolejnymi nagrodami o światowej randze.

Nowa szczecińska filharmonia przy placu Solidarności liczy (dopiero albo już) 12 lat. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w stolicy Pomorza Zachodniego. Do II wojny światowej filharmonia mieściła się w budynku Konzerthausu przy ulicy Małopolskiej. Po przejęciu Szczecina przez polskie władze zniszczony budynek na nadawał się do użytku. Filharmonia tułała się więc po różnych miejscach w mieście. W 1954 umieszczono ją w jednym ze skrzydeł Urzędu Miejskiego przy dzisiejszym placu Armii Krajowej. Siedziba ta była nazywana przez muzyków „stodołą” – ze względu na słabą akustykę. Ale mimo to filharmonia w niej funkcjonowała przez długie lata i była miejscem tysięcy niezwykłych koncertów, nie tylko muzyki symfonicznej i poważnej. To w niej m.in. odbył się w 1982 roku słynny koncert rockowej grupy Lombard, który potem został wydany na płycie i stał się prawdziwym hitem. W swej historii sala ma także epizod prawniczy. To w niej odbywał się proces w aferze Andre Robineau – pracownika konsulatu francuskiego w Szczecinie oskarżonego przez komunistyczne władze w 1950 roku o szpiegostwo. Przed gmachem wystawiono wtedy głośniki, aby lud pracujący miast i wsi mógł na bieżąco przesłuchiwać się rozprawom.
Na początku lat 2000 władze miasta zdecydowały się na budowę siedziby dla filharmonii z prawdziwego zdarzenia. Ogłoszono konkurs architektoniczny, który w 2007 roku wygrało barcelońskie biuro architektoniczne Estudio Barozzi-Veiga. Inspiracją dla projektantów podobno były organy – instrument wykorzystywany m.in. przez Johanna Sebastiana Bacha, Georga Friedricha Händla czy Stanisława Moniuszkę oraz hanzeatycka zabudowa miasta. W kwietniu 2011 roku rozpoczęto budowę nowego gmachu. Trwała ona trzy lata. 5 września 2014 roku w nowej szczecińskiej filharmonii zabrzmiał pierwszy koncert symfoniczny - IX Symfonia Beethovena. Ale wcześniej, tuż przed oficjalnym otwarciem pojawił się w niej wybitny polski kompozytor Krzysztof Penderecki. Jak twierdzą świadkowie Maestro nie okazał zbyt wielkiego entuzjazmu kiedy po raz pierwszy zobaczył główną salę – Złotą. Podobno sugerował nawet, że byłaby ona całkiem niezła, gdyby usunąć z niej… złocenia. Do nowej siedziby Filharmonii miał się przekonać dopiero w 2018 roku. Wtedy jej orkiestra wykonała skomponowane przez Pendereckiego „Siedem bram Jerozolimy”, a on osobiście ją poprowadził. Po koncercie uznał, że takiego wykonania utworu jeszcze nie miał a obiekt jest piękny. Budynek przez 12 lat otrzymał wiele wyróżnień m.in. najbardziej prestiżową Nagrodę Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe dla współczesnej architektury w 2015 roku, a w 2023 roku jako jedyny z Polski znalazł się w globalnym przewodniku c.guide na liście 200 najbardziej znaczących dzieł architektury współczesnej na świecie opracowaną przez hiszpańską Fundację Architektury Współczesnej. Sala koncertowa w lewym skrzydle Urzędu Miasta liczyła 427 miejsc. W nowym budynku ma ich 953. Porównywana jest do najlepszych sal koncertowych na świecie np. Concertgebouw w Amsterdamie, Symphony Hall w Bostonie czy Musikvereinsaal w Wiedniu. Nowa siedziba filharmonii cieszy się niesłabnącą popularnością wśród wielbicieli muzyki ze Szczecina, kraju i z zagranicy. Odbywają się w nim nie tylko koncerty muzyki poważnej, ale również popowej, elektronicznej, rockowej, eksperymentalnej, folkowej, wystawy malarstwa i fotografii. „Zagrała” też m.in. w pierwszej serii słynnego już na całym świecie polskiego serialu kryminalnego „Odwilż”.




